“PRANIE MÓZGU” CZY EFEKTYWNY ROZWÓJ NATURALNYCH ZDOLNOŚCI DZIECKA?

CZYLI KILKA ZDAŃ O DWUJĘZYCZNOŚCI

Niejednokrotnie spotykamy się z różnymi opiniami na temat rozwijania dwujęzyczności. Wielu rodziców zastanawia się, jaki wiek jest odpowiedni dla dziecka, aby rozpocząć naukę. Nie mówimy tu o zwykłej komunikacji werbalnej, potocznej, którą dzieci prędzej, czy później opanują (mieszkając w obcym kraju, lecz oczywiście w warunkach domowych komunikując się tylko w języku polskim). Mówimy natomiast o tego typu nauczaniu, kiedy dziecko świadomie posługuje się językiem ojczystym. Zna ten właśnie język i potrafi wykorzystywać go zarówno w mowie, jak i w piśmie. Niejednokrotnie spotykamy się z opinią, że „być może to za wcześnie”. Czy naprawdę? Otóż nie! Badania dowodzą, że aby osiągnąć najlepsze efekty powinno się rozpocząć „spotkanie” z językiem już pomiędzy 8 a 10 miesiącem życia dziecka, które następnie należy wspomagać, wspierać i pielęgnować. Inni rodzice zastanawiają się, czy w ogóle warto „mieszać dziecku w głowie”, a jeszcze inni nazywają rozwijanie dwujęzyczności „praniem mózgu” i obciążaniem dziecka.

Jako szkoła języka polskiego dla dzieci bilingwalnych staramy się bardzo intensywnie promować dwujęzyczność, która poparta odpowiednimi środkami, sposobami i metodami edukacyjnymi niesie za sobą ogromne korzyści! Promujemy również wiarę w możliwości kognitywne formujących się, młodych umysłów, ponieważ wiemy, że nie ograniczane przekonaniami rodziców, są w stanie egzystować swobodnie nie tylko w środowisku dwu- ale wręcz wielojęzycznym. Opierając się na własnym doświadczeniu oraz na wynikach różnorodnych badań naukowych, chciałabym wymienić kilka z nich:

  1. Większy potencjał intelektualny, a co za tym idzie większa kreatywność i elastyczność sposobów myślenia.
  2. Pozytywny wpływ na twórcze myślenie.
  3. Dwukulturowość – jeśli dziecko na co dzień ma kontakt z dwoma językami, które dodatkowo wspierane są odpowiednią edukacją, wówczas w sposób niemalże naturalny zna, dostrzega i rozumie różnice między różnymi kulturami.
  4. Rozwój językowy – oznacza to, że im wcześniej dziecko ma kontakt z dwoma językami, tym lepsze efekty może osiągnąć na poziomie sprawności językowej. Prostując, dzieci osiągają biegłość mówienia w dwóch językach i prawidłowy sposób wypowiadania się, bez dostrzegalnej różnicy akcentowej, sugerującej kraj pochodzenia.
  5. Znakomite szanse na przyszłość zawodową! – biegłe posługiwanie się dwoma językami daje naszym dzieciom szanse na lepszą pracę, np. pracę jako tłumacz książek, gier komputerowych czy oprogramowań, prace w polskich placówkach na całym świecie, pracę w polskich mediach społecznościowych na całym świecie, w firmach międzynarodowych itd.
  6. Pozwala zbudować tożsamość etniczną i dogłębne poznanie siebie.
  7. Większa pewność siebie i większa empatia w stosunku do innych ludzi, nacji czy kultur.

Korzyści płynących z dwujęzyczności można by wymieniać w nieskończoność. Czy jednak każdy rodzic jest ich świadomy? Chciałabym odnieść się tu do komentarza, który jeden z facebookowiczów umieścił pod postem promującym naszą szkołę Pro-Language Kids w Barnsley. Treść postu (z dodaną grafiką) brzmiała mniej więcej tak: „To jest Ania. Ania nie rozumie, kiedy babcia mówi do niej po polsku. Ania zbija bąki całą sobotę. Nie bądź jak Ania! Chodź do polskiej szkoły!”. Post miał charakter żartobliwy, jednak zawierał pewną dozę powagi problemu, jakim jest częsta nieumiejętność porozumiewania się dzieci z bliskimi w języku ojczystym. Chciałabym zacytować jedną z odpowiedzi: „A czy babcia żeby zrozumieć Anię może zapisać się do tej szkoły? Bo mi szkoda katować małe dziecko 6-cio dniowym trybem nauczania, bo chcę, by zaznało też dzieciństwa, a nie tylko prania mózgu od najmłodszych lat”. Czym jest owo pranie mózgu? Oczywiście zgadzam się, że niekiedy dziecko może być zmęczona zmęczone szkołą. Kto z nas kiedyś nie był? Utożsamiając nasze własne wspomnienia i skojarzenia związane z polskimi szkołami państwowymi, przywołujemy pamięcią kolejne dni tygodnia spędzone na lekcjach z których sporą część spędziliśmy przysypiając w ławkach, ponieważ nauczyciel był tak nudny, a temat lekcji tak nieciekawy, że myśleliśmy tylko o tym, aby wrócić już do łóżka lub pójść pograć w piłkę, gumę czy klasy. W przypadku młodszego pokolenia czekamy raczej na to, aby usiąść przed komputerem. Bez względu na formę spędzania wolnego czasu po szkole, jedno jest dla dzieci oczywiste – szkoła jest przykrym obowiązkiem. Po szkole rodzice wysyłają dzieci to na kurs tańca czy lekcje pianina, które niejednokrotnie są pasjami samych rodziców, a niekoniecznie dzieci. Często zdarza się również, że nadmiar zajęć dodatkowych izoluje dzieci od ich przyjaciół, gdyż większość rówieśników nie podziela „ich” pasji a z uwagi na czasochłonność tych kursów, nie pozostaje im wiele czasu na zwykłe dzieciństwo i naukę przez zabawę. Jeśli nie kurs tańca, to może gra w tenisa, jazda konna, lekcje hiszpańskiego? W rozwijaniu pasji nie ma niczego złego, o ile są to z serca płynące pasje dziecka, które rodzic wspiera i szanuje – jeżeli natomiast narzucamy dziecku coś, czego to my pragniemy, to owszem, takie działania mogą powodować przeciążanie dziecka.

Dlaczego uważamy, że z rozwijaniem dwujęzyczności jest zupełnie inaczej?

Otóż dzieci uczęszczające na lekcje języka ojczystego nie muszą spędzać monotonnych kilku godzin ćwicząc coś, co sprawia im trudność, a czego efekty nie wiadomo, czy będą mogły kiedykolwiek pokazać innym, wykazując się wybitnymi osiągnięciami. W przypadku wspierania edukacyjnego dwujęzyczności rodzi się właśnie poczucie dziecka, że zna swoją tożsamość kulturową, że bardzo szybko potrafi porozumiewać się z rodziną w Polsce, wysłać dziadkom kartkę z okazji ich święta, zrobić mamie laurkę na dzień matki czy nagrać tacie video życzenia w języku polskim z okazji dnia ojca. Osiąga to wszystko w przemiłej, zachęcającej do rozwoju atmosferze, w gronie rówieśników, a gdy nauka przynosi szybkie efekty, cała rodzina jest z dziecka dumna. Nic poza przyjemnością, która przychodzi w sposób naturalny. Wspieranie dwujęzyczności poprzez wysłanie dzieci na profesjonalne lekcje nie jest praniem mózgu, gdyż z definicji „pranie mózgu” jest rodzajem manipulacji i przekonywania innego człowieka do naszego toku myślenia. W szkole sobotniej zarażamy jedynie miłością i entuzjazmem do naszego kraju, rozwijamy horyzonty dzieci, uczymy je podstawowych faktów historycznych o naszym kraju, których w angielskich podręcznikach do historii nikt nie uwzględnił. Dwujęzyczność to przyszłość naszych dzieci – szansa na lepszą lub dodatkową pracę w przyszłości i możliwość korzystania z wiedzy zarówno w angielskiej, jak i polskiej literaturze, możliwość sprawdzania stron internetowych w obu językach, poznawania muzyki i sztuki w obu kulturach. To nie system szkolnictwa obowiązkowego, lecz zaledwie dwie godziny nauki w tygodniu z elementami zabawy, które wszyscy podopieczni polskich szkół sobotnich uwielbiają i zawsze z niecierpliwością wyczekują kolejnych zajęć.

Odpowiadając zatem na pytanie zawarte w tytule, czy wspieranie dwujęzyczności jest „praniem mózgu”, czy też efektywnym rozwojem naturalnych zdolności dziecka, stawiam wszystko na szalę naturalnego rozwoju. Pamiętajmy, że dziecko jest cudem, które bardzo szybko, „jak gąbka” chłonie wiedzę. W szczególności tą, z którą spotyka się w codziennych sytuacjach. Efekty będą widoczne w przyszłości i z całą pewnością przyniosą korzyści prywatne i zawodowe naszym podopiecznym. Niech wiedza i umiejętności, których osiągnięcie umożliwiamy dzieciom w Pro-Language KIDS, zaowocują w przyszłości!

Mgr Agnieszka Lis

Facebook